RSS
czwartek, 17 stycznia 2008
...
koleżanka zaproponowała mi cotygodniowe wycieczki do fitnessclubu... oczywiście cel tych wycieczek jest wszystkim znany, więc nie będe się roztkliwiać, że tu za okrągło a tu zbyt miękko... tam nierówno... na pierwszy ogień poszły rowerki... w połowie zajęć moje płuca skurczyły się do wielkości orzecha włoskiego... bezdech... jeszcze chwila a fiknęłabym z tego rowerka pięknego koziołka prosto pod stopy instruktorki... czerwona jak burak, spocona jak pies o dziwo dojechałam do końca... wczoraj miała być powtórka z rozrywki, ale nie było miejsca na rowerkach. Nie marnując czasu i dobrych chęci dałyśmy się namówić na rozciąganie i wzmacnianie mięśni brzucha... zajęcia zaczęły się od tańca godowego czapli a skończyły na wciskaniu pępka w podłogę...
10:14, na-czerwonym-dywanie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 stycznia 2008
...
na poprawę humoru kupiłam w ciuchbudzie (mój ulubiony butik :)) szalik... tak długiego szalika jeszcze nie miałam... mogę obwiązać nim szyje, cycki, talie, biodra i kostki... biorąc to wszystko do kupy... jestem w stanie obwiązać się nim cała... plan na dzisiejszy wieczór jest taki: obwiązuję się szalikiem, wchodzę pod pierzynę, łykam jakieś badziewie na grypę, popijam je winem, żeby lepiej się wchłaniało i idę spać... z nadzieją, że jutro ani lewe ani prawe płuco nie będzie mnie bolało, podobnie ma być z gardłem i z jeszcze jednym bardzo ważnym mięśniem w moim organiźmie...
19:22, na-czerwonym-dywanie
Link Dodaj komentarz »
...
SMUTNO MI...
16:23, na-czerwonym-dywanie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 grudnia 2007
...

z butelką wina w ręce z kotem i z psem...

z natłokiem myśli... na czerwonym dywanie...

...

15:50, na-czerwonym-dywanie
Link Dodaj komentarz »
1 , 2